-Dziwka,
nienawidzę cie! -krzyknął i plunął mi w twarz. -Nienawidzę
słyszysz! - podszedł i uderzył, po chwili leżałam pod
ścianą.Słone łzy spływały po moich oliwkowych policzkach.Nie
miałam siły wstać.Tak bardzo bolało, tak bardzo bolało to, że
osoba którą kocham i jestem w stanie oddać za nią życie tak
okrutnie zachowuje się w stosunku do mnie.Podszedł i uklęknął
przede mną, palcem wskazującym uniósł mój podbródek do
góry.Patrzył na mnie z obrzydzeniem.Nie potrafiłam spojrzeć mu w
oczy.
-To
nauczka, więcej mnie nie pytaj, rozumiesz?! - wycedził przez
zaciśnięte zęby. -Mam jeszcze raz powtórzyć?! -krzyknął.
-Tak. - odpowiedziałam
łamiącym się głosem.Zacisnęłam powieki by przygotować się na
kolejne uderzenie usłyszałam jednak trzaśnięcie drzwiami.Wyszedł,
złapałam za kant drewnianego stołu by się podetrzeć za chwilę
stałam na równych nogach.Do rąk wzięłam telefon i wpisałam ciąg
cyfr, dwa sygnały, usłyszałam jego uspakajający głos.
-Proszę przyjedź, potrzebuję cie. - szepnęłam do słuchawki.
-Zaraz
będę. - usłyszałam w zamian.Rozłączyłam się.Miałam tylko
jego, o każdej porze dnia i nocy mogłam do niego zadzwonić i
porozmawiać.Jest dobrym człowiekiem.On też miał tylko mnie i ją
tak samo jak mnie jego rodzice oddali go do domu dziecka byli i są
nadal alkoholikami.Moi jednak zginęli w katastrofie
lotniczej.Usłyszałam jak ktoś się dobija do środka i wali rękoma
o drewniane drzwi.
-[T.I]
jesteś tam, słyszysz mnie? - krzyczał.Usłyszałam go.Usłyszałam
go teraz naprawdę, nie przez jakiś głupi telefon tylko
na żywo.Podeszłam do nich i przekręciłam zamek by za chwilę
ujrzeć jego loki.
-[T.I]
– szepnął.Kędzierzawy nie zastanawiając się przyciągnął
mnie do siebie i otulił swoimi rękoma.Kochałam to w jaki sposób
się do mnie zwracał jak się o mnie troszczył, kochałam ten błysk
w jego oczach, jego uśmiech.Oderwałam się na chwilę po to by
spojrzeć w jego zielone oczy.Płakał, płakał razem ze mną.
-Uderzył
cie.. - pogłaskał mój obolały policzek.
-Poprosiłam
tylko o spotkanie, chciałam cie tylko zobaczyć. -jęknęłam a
słone łzy lały się strumieniem.Po chwili dodałam:
-Zabierz
mnie z tond. - pociągnęłam nosem.
-Chodź.
-wtuliłam się w jego płaszcz i ruszyliśmy na zewnątrz.
*
Kiedy
wchodząc do jego domu poczułam znajomi mi zapach jego perfum
wiedziałam, że to to.
Zdjęłam
buty a kurtkę powiesiłam na wieszaku.
-Tak
nie może być [T.I] nie może być tak, że on cie bije.Musisz mu
się postawić.Złapał mnie za ramiona i mną potrząsnął.
-To
było pierwszy raz, a poza tym jak go kocham, on też na pewno mnie
kocha.
Zapomnijmy
o tym, dobrze? - Spojrzał na mnie spode łba i pokręcił
głową.Zrezygnowany ruszył w stronę schodów.
-Amarone
Allegrini czy Martini? - dobiegł mnie głos chłopaka który
pochodził z kuchni.
-Nie
powinniśmy. - mruknęłam zasiadając na dużym barowym krześle.
-Nieźle
się urządziłeś, a gdzie Amelia? -uśmiechnęłam się słabo
rozglądając po pomieszczeniu.
-W
pracy.
-Jak
wam się układa? - spojrzałam na niego pytająco.
-A
dobrze. - zaśmiał się na co odpowiedziałam mu tym samym,
przygryzłam wargę.Amelia jest świetną dziewczyną wręcz idealną
idealne ciało idealna twarz, inteligentna ma dobrą pracę,
skończyła studia.. czego chcieć więcej.Co prawda studia też mam
skończone, ale nigdzie nie pracuję on mi nie pozwala.
-To
jak z tym winem? -spytał.
-Niie,
nie chcę, nie powinniśmy. - spojrzałam na niego.
-Daj
spokój, to jak które wybierasz? -pomachał mi przed oczami dwoma
butelkami.
+A więc tak pierwsza część jest niedługo następna jeśli zostawicie po sobie chociaż jeden komentarz.
~Caroline